Przedsłowie: Felieton z rekrutacji. Uznałem, że jest ciekawy, dlatego czekam na jakieś propozycje. Może rozszerzyć ją o kilka informacji? Proszę o sugestie.
Zapewne każdy z nas pamięta jakiś starszy tytuł, który na zawsze zaistniał w naszych umysłach. Zapewne jego historia lub sposób prowadzenia fabuły był tak idealny, że wydarzenia, które tam nastąpiły zapamiętamy na długie lata. Ale czy we współczesnym świecie fabuła odstawiana jest na drugi plan? Czy fabuła to tylko dodatek do rozgrywki?
W 1996 roku Nintendo wypuściło na świat swoją grę, która podbiła serca milionów graczy na całym świecie. Mowa oczywiście o Pokémonach. Gra graficznie była bardzo prosta, jednak posiadała ona sporo szczegółów. Oto więc chłopak o imieniu Red chciał zostać najlepszym trenerem Pokemonów, czyli “kieszonkowych potworów”. Po drodze chłopiec napotykał trudności, jednak nie poddawał się i dążył do swojego celu, przy okazji mierząc się ze znaną większości drużyną R. Główny bohater zdobywał kolejne odznaki od trenerów z kolejnych miasteczek, aby w końcu uzyskać wstęp do Mistrzostw Pokemon, mierząc się z Elitarną Czwórką. Ot, cała fabuła. Jednak gra, wykorzystując potencjał GameBoya, uzyskała wielki sukces. Chodzi o klimat tego uniwersum - był on idealnym przykładem na to jak stworzyć klimatyczną grę w tamtych czasach. Konsola służyła za "bazę" naszych stworków a to co się z nimi działo, zależało tylko i wyłącznie od nas samych. Decydowaliśmy o tym czy zostaną one w naszej konsoli lub zostaną wysłane na inną dzięki specjalnemu kablu. Dodawało to smaczku ludziom, którzy mają znajomych grających w tą samą grę. A to był dopiero początek istnienia Pokemonów w sercach graczy. Powstawały kolejne generacje konsol Nintendo i kolejne generacje gry, które udostępniały coraz nowsze stwory. Sukces kieszonkowych potworków (W Japonii gra nazywała się Pocket Monsters [Poketto Monsutā]) był tak wielki, że powstało nawet Anime w uniwersum Pokemonów, które do dzisiaj ma swoich fanów i powstają jej kinowe wersje. Pokemony były idealnym przykładem na to, że grafika nie jest ważna. Ważny był tylko pomysł i Nintendo to wykorzystało.
Przeskoczmy troszkę dalej, do roku 1997, kiedy to Square (Dzisiaj Square Enix) wydało Final Fantasy VII. Było to mocne uderzenie zarówno graficzne, jak i fabularne. Gra ta mocno wstrząsnęła fanami tego uniwersum ze względu na fakt, że przeniosła się ona w trójwymiar. Zagranie było ryzykowne, ale potrzebne, ponieważ na rynek wychodziły coraz to nowsze i ładniejsze gry, a kolejna część Final Fantasy wykorzystująca ten sam silnik, mogła nie przynieść takich rezultatów. Gra opowiada o przygodach Clouda Strife’a, byłego członka organizacji SOLDIER, który wstępując w szeregi AVALANCHE dokonał udanego zamachu bombowego w mieście Midgar. Celem były tamtejsze reaktory, które wykorzystywały naturalną energię ziemi do zasilania miasta, w którym rządziła organizacja Shin-ra. Po pierwszym, udanym zamachu bombowym, przyszedł czas na drugi. Ten jednak nie udał się ze względu na pojawienie się prezydenta Shinry. To, co dzieje się później, to istna poezja dla fanów fabuły, której nie będę zdradzał, jednak gwarantuje ona niezapomniane wspomnienia. Jak widzieliście - podawałem głównie przykłady starszych tytułów. Co z nowymi? Niestety, co do historii w grach mam mocne oczekiwania. Nie oczekuję akcji rodem z oskarowych filmów, jednak ta powinna mnie wciągnąć w świat gry i trzymać do jej końca.
Przykładem gier, które wciągnęły mnie bez reszty: Ni no Kuni, The Walking Dead, Metro 2033.
Ni no Kuni - jRPG (a jakże!) osadzony w klimatach fantasy. Gra opowiada o przygodach chłopca o imieniu Olivier, który ,[SPOILER!] po utracie swojej matki [/KONIEC], magicznym sposobem przywołał do życia maskotkę którą posiadał - Mr. Drippy. Ten zaprowadza głównego bohatera do świata Ni no Kuni (z japońskiego: Inny Świat) w którym zła Allie próbuje przejąć władzę nad światem. Produkcja wyróżnia się od innych gier jRPG systemem walki, który przypomina ten z Pokemonów. W pewnym momencie gry uzyskujemy dostęp do "familiars", czyli swoich towarzyszy, którzy z chęcią staną w naszej obronie. Możemy wydać im rozkaz ataku, obrony, rzucenia czaru lub wykonania umiejętności specjalnej. Produkcja imponuje także wspaniałym soundtrackiem autorstwa Joe'a Hisaishiego. Zarówno historia jak i muzyka stoją na najwyższym poziomie. Polecam "Ni no Kuni" wszystkim tym, którzy uwielbiają fantastykę i nie boją się typowej "japońszczyzny" widocznej w wielu miejscach.
The Walking Dead - zdobywca wielu nagród (między innymi gry roku 2012). Gra na podstawie komiksu o tym samym tytule, opowiadająca o przygodach Lee - skazańca, który podczas transportu wozem policyjnym wpadają w dziwnie chodzącą postać. Po przebudzeniu się i wydostaniu z rozbitego auta, mężczyzna doświadcza szoku - świat opanowany jest przez zombie. Po drodze główny bohater spotyka wiele postaci które, na całe szczęście, mają własną osobowość i nie sprawiają wrażenia sztucznych. Takie postaci to np: Clementine, Carley, Duck i inni. Produkcja to typ Point 'n Click, która przypomina bardziej interaktywny komiks, niż grę. Jednak ma to swój urok, ponieważ czujemy się tak, jakbyśmy sami "tworzyli komiks". Zakończenie było dla mnie szokiem. Nie lubię spoilerować, więc nic nie zdradzę , ale byłem zaskoczony moją reakcją. Serio.
Fabuła jest najważniejsza? Nie zawsze, czasem twórcy gier skupiają się na lepszej grafice, a historia jest tylko dodatkiem. Może Wy macie jakieś swoje tytuły, które w pozytywny sposób was zaskoczyły? Piszcie.
Ken.
Starsze gry komputerowe - fabuła. Współczesne - jej brak?
Zapewne każdy z nas pamięta jakiś starszy tytuł, który na zawsze zaistniał w naszych umysłach. Zapewne jego historia lub sposób prowadzenia fabuły był tak idealny, że wydarzenia, które tam nastąpiły zapamiętamy na długie lata. Ale czy we współczesnym świecie fabuła odstawiana jest na drugi plan? Czy fabuła to tylko dodatek do rozgrywki?
W 1996 roku Nintendo wypuściło na świat swoją grę, która podbiła serca milionów graczy na całym świecie. Mowa oczywiście o Pokémonach. Gra graficznie była bardzo prosta, jednak posiadała ona sporo szczegółów. Oto więc chłopak o imieniu Red chciał zostać najlepszym trenerem Pokemonów, czyli “kieszonkowych potworów”. Po drodze chłopiec napotykał trudności, jednak nie poddawał się i dążył do swojego celu, przy okazji mierząc się ze znaną większości drużyną R. Główny bohater zdobywał kolejne odznaki od trenerów z kolejnych miasteczek, aby w końcu uzyskać wstęp do Mistrzostw Pokemon, mierząc się z Elitarną Czwórką. Ot, cała fabuła. Jednak gra, wykorzystując potencjał GameBoya, uzyskała wielki sukces. Chodzi o klimat tego uniwersum - był on idealnym przykładem na to jak stworzyć klimatyczną grę w tamtych czasach. Konsola służyła za "bazę" naszych stworków a to co się z nimi działo, zależało tylko i wyłącznie od nas samych. Decydowaliśmy o tym czy zostaną one w naszej konsoli lub zostaną wysłane na inną dzięki specjalnemu kablu. Dodawało to smaczku ludziom, którzy mają znajomych grających w tą samą grę. A to był dopiero początek istnienia Pokemonów w sercach graczy. Powstawały kolejne generacje konsol Nintendo i kolejne generacje gry, które udostępniały coraz nowsze stwory. Sukces kieszonkowych potworków (W Japonii gra nazywała się Pocket Monsters [Poketto Monsutā]) był tak wielki, że powstało nawet Anime w uniwersum Pokemonów, które do dzisiaj ma swoich fanów i powstają jej kinowe wersje. Pokemony były idealnym przykładem na to, że grafika nie jest ważna. Ważny był tylko pomysł i Nintendo to wykorzystało.
Przeskoczmy troszkę dalej, do roku 1997, kiedy to Square (Dzisiaj Square Enix) wydało Final Fantasy VII. Było to mocne uderzenie zarówno graficzne, jak i fabularne. Gra ta mocno wstrząsnęła fanami tego uniwersum ze względu na fakt, że przeniosła się ona w trójwymiar. Zagranie było ryzykowne, ale potrzebne, ponieważ na rynek wychodziły coraz to nowsze i ładniejsze gry, a kolejna część Final Fantasy wykorzystująca ten sam silnik, mogła nie przynieść takich rezultatów. Gra opowiada o przygodach Clouda Strife’a, byłego członka organizacji SOLDIER, który wstępując w szeregi AVALANCHE dokonał udanego zamachu bombowego w mieście Midgar. Celem były tamtejsze reaktory, które wykorzystywały naturalną energię ziemi do zasilania miasta, w którym rządziła organizacja Shin-ra. Po pierwszym, udanym zamachu bombowym, przyszedł czas na drugi. Ten jednak nie udał się ze względu na pojawienie się prezydenta Shinry. To, co dzieje się później, to istna poezja dla fanów fabuły, której nie będę zdradzał, jednak gwarantuje ona niezapomniane wspomnienia. Jak widzieliście - podawałem głównie przykłady starszych tytułów. Co z nowymi? Niestety, co do historii w grach mam mocne oczekiwania. Nie oczekuję akcji rodem z oskarowych filmów, jednak ta powinna mnie wciągnąć w świat gry i trzymać do jej końca.
Przykładem gier, które wciągnęły mnie bez reszty: Ni no Kuni, The Walking Dead, Metro 2033.
Ni no Kuni - jRPG (a jakże!) osadzony w klimatach fantasy. Gra opowiada o przygodach chłopca o imieniu Olivier, który ,[SPOILER!] po utracie swojej matki [/KONIEC], magicznym sposobem przywołał do życia maskotkę którą posiadał - Mr. Drippy. Ten zaprowadza głównego bohatera do świata Ni no Kuni (z japońskiego: Inny Świat) w którym zła Allie próbuje przejąć władzę nad światem. Produkcja wyróżnia się od innych gier jRPG systemem walki, który przypomina ten z Pokemonów. W pewnym momencie gry uzyskujemy dostęp do "familiars", czyli swoich towarzyszy, którzy z chęcią staną w naszej obronie. Możemy wydać im rozkaz ataku, obrony, rzucenia czaru lub wykonania umiejętności specjalnej. Produkcja imponuje także wspaniałym soundtrackiem autorstwa Joe'a Hisaishiego. Zarówno historia jak i muzyka stoją na najwyższym poziomie. Polecam "Ni no Kuni" wszystkim tym, którzy uwielbiają fantastykę i nie boją się typowej "japońszczyzny" widocznej w wielu miejscach.
The Walking Dead - zdobywca wielu nagród (między innymi gry roku 2012). Gra na podstawie komiksu o tym samym tytule, opowiadająca o przygodach Lee - skazańca, który podczas transportu wozem policyjnym wpadają w dziwnie chodzącą postać. Po przebudzeniu się i wydostaniu z rozbitego auta, mężczyzna doświadcza szoku - świat opanowany jest przez zombie. Po drodze główny bohater spotyka wiele postaci które, na całe szczęście, mają własną osobowość i nie sprawiają wrażenia sztucznych. Takie postaci to np: Clementine, Carley, Duck i inni. Produkcja to typ Point 'n Click, która przypomina bardziej interaktywny komiks, niż grę. Jednak ma to swój urok, ponieważ czujemy się tak, jakbyśmy sami "tworzyli komiks". Zakończenie było dla mnie szokiem. Nie lubię spoilerować, więc nic nie zdradzę , ale byłem zaskoczony moją reakcją. Serio.
Fabuła jest najważniejsza? Nie zawsze, czasem twórcy gier skupiają się na lepszej grafice, a historia jest tylko dodatkiem. Może Wy macie jakieś swoje tytuły, które w pozytywny sposób was zaskoczyły? Piszcie.
Ken.


Lepiej wymyślić coś lepszego. Albo sprytnie to wywalić.)![[Obrazek: 2013-02-19_2044.png]](http://content.screencast.com/users/JohnnyPL/folders/Jing/media/4965631c-e6bd-4db1-b9b4-4fb95b2e42c3/2013-02-19_2044.png)